Zaczyna się zwykle od jednego zdania, które słyszę zaskakująco często: Chcę założyć fundację rodzinną, wnieść do niej udziały mojej spółki z o.o., a potem spokojnie sprzedać firmę albo wypłacać dywidendy. Podatki będą mniejsze, prawda?
Przedsiębiorcy czytają, porównują stawki, rozumieją, że w spółkach i podatkach nie da się działać „na wiarę”. I dokładnie dlatego ten temat jest dziś tak gorący.
Problem polega na tym, że fundacja rodzinna bywa traktowana jak przycisk: naciskam i znikają podatki, konflikty wspólników, a czasem nawet wierzyciele. A prawo nie działa jak przycisk. Prawo działa jak mechanizm: reaguje na to, co faktycznie robisz, w jakim celu i w jakiej sekwencji.
Z perspektywy osoby, która od lat pracuje przy spółkach z o.o. i widzi konsekwencje decyzji podejmowanych „na szybko”, najważniejsze pytanie brzmi nie czy fundacja rodzinna jest legalna, tylko kiedy jej powiązanie ze spółką z o.o. jest naturalne i bezpieczne, a kiedy zaczyna wyglądać jak konstrukcja zrobiona głównie pod efekt podatkowy?
Dlaczego ten problem wraca w spółkach z o.o.?
W praktyce spółek z o.o. są dwa momenty, w których temat fundacji rodzinnej pojawia się najczęściej.
Pierwszy: spółka zaczyna zarabiać realne pieniądze. Pojawia się dywidenda, czasem duża. Wspólnicy chcą uporządkować prywatne wypłaty i jednocześnie ochronić majątek rodzinny. To jest zdrowy impuls.
Drugi: planowana sprzedaż udziałów albo wejście inwestora do spółki. Wtedy zaczyna się kalkulacja: czy da się przeprowadzić transakcję tak, żeby ciężar podatkowy był mniejszy. I to też jest zrozumiałe, bo różnice w opodatkowaniu potrafią być znaczące.
W obu sytuacjach fundacja rodzinna może mieć sens. Ale tylko pod warunkiem, że stoi za tym realny cel gospodarczy i porządek właścicielski, a nie jednorazowy manewr – mający na celu obniżenie podatków.
To nie jest kwestia „czy wolno”. To jest kwestia „czy to ma sens w oczach prawa”.
Mechanizm prawny, który trzeba zrozumieć
Fundacja rodzinna jest osobą prawną. Może być wspólnikiem spółki z o.o. Może posiadać udziały, głosować na zgromadzeniu wspólników, podejmować uchwały i pobierać dywidendy. Ustawowo jest zaprojektowana jako narzędzie do gromadzenia majątku i zarządzania nim w dłuższym horyzoncie, z myślą o beneficjentach.
To, co dla przedsiębiorców jest szczególnie atrakcyjne, to konstrukcja podatkowa: dochody fundacji z dozwolonej, pasywnej działalności są zasadniczo nieopodatkowane na bieżąco, a podatek pojawia się dopiero przy wypłacie świadczeń beneficjentom. W uproszczeniu: fundacja może akumulować i inwestować, a podatek pojawia się, kiedy pieniądze opuszczają fundację.
I tu zaczyna się kluczowy obszar ryzyka. Organy podatkowe weryfikują dokładnie okoliczności założenia i działania fundacji rodzinnej pod kątem potencjalnego unikania opodatkowania. W ramach postępowania GAAR fiskus bada m.in.: skład i rolę beneficjentów fundacji, przepływy majątkowe (aporty, wypłaty, transakcje), czas i sekwencję podejmowanych działań oraz to, czy deklarowane cele fundacji pokrywają się z jej faktycznymi działaniami.
Fiskus sprawdza także, czy fundacja rzeczywiście realizuje cele wskazane w ustawie o fundacjach rodzinnych (tj. gromadzenie i wieloletnie zarządzanie majątkiem w interesie beneficjentów, zapewnienie sukcesji rodzinnego biznesu itp.), czy też jej struktura została wykreowana głównie dla doraźnych celów podatkowych. W interpretacjach organów pojawia się odwołanie do uzasadnienia projektu ustawy o fundacji rodzinnej – podkreśla się, że jej istotą jest sukcesja, czyli przekazanie firmy rodzinnej następcom i stopniowe wycofanie fundatora z aktywnej działalności zarobkowej.
Szef KAS wyraził stanowisko, że fundacja rodzinna nie jest instrumentem do prowadzenia typowej działalności gospodarczej ani do agresywnej optymalizacji podatkowej.
W praktyce fundacji rodzinnych najbardziej ryzykowny jest scenariusz: wniesienie udziałów spółki z o.o. do fundacji i szybka sprzedaż tych udziałów, zwłaszcza jeśli sprzedaż była w planie już wcześniej, a fundacja pojawia się jak przystanek techniczny. To jest ten moment, w którym przedsiębiorcy często mówią: Przecież to legalne. Zrobię to zgodnie z formą, notariusz, dokumenty, wszystko będzie się zgadzać.
Tak, forma może się zgadzać. Problem w tym, że GAAR nie atakuje formy. GAAR atakuje sens i sekwencję. Jeżeli logiczne uzasadnienie działań brzmi: robię to tak, bo inaczej zapłacę więcej podatku, to w oczach organu pojawia się pytanie, czy fundacja była tu narzędziem sukcesyjnym, czy tylko wehikułem podatkowym.
To nie jest moralna ocena. To jest test mechaniczny: czy w tej samej sytuacji racjonalny przedsiębiorca zrobiłby to samo, gdyby nie było różnicy podatkowej. W mojej praktyce ten test tłumaczy wiele. Klienci często myślą, że najważniejsza jest zgodność dokumentów. Tymczasem kluczowe jest to, czy potrafisz obronić, po co to robiłaś i dlaczego tak, a nie inaczej.
Ryzyka w relacji fundacja rodzinna – spółka z o.o. i z czego one wynikają
- Ryzyko „fundacja jako przystanek” przed sprzedażą udziałów
Z czym to się wiąże:
z oceną sztuczności działania i możliwością zastosowania GAAR, czyli potraktowania transakcji tak, jakby fundacji nie było.
Kiedy to ryzyko rośnie:
gdy sprzedaż następuje krótko po wniesieniu udziałów, gdy negocjacje z kupującym trwały jeszcze przed wniesieniem, gdy fundacja nie robi nic poza „przyjęciem i odsprzedażą”, gdy środki ze sprzedaży zaraz trafiają do beneficjentów.
Dlaczego to jest ryzykowne:
bo sekwencja zdarzeń pokazuje, że fundacja nie pełni roli właścicielskiej i sukcesyjnej, tylko technicznie zmienia podmiot sprzedający po to, żeby zmienić opodatkowanie.
- Ryzyko mylenia fundacji z sejfem „od wszystkiego”
To jest bardzo częste przekonanie:
Jak udziały są w fundacji, to ja jestem bezpieczna. Spory wspólników mnie nie dotyczą, wierzyciele mnie nie dosięgną, a podatki będą minimalne.
W praktyce:
fundacja jest właścicielem udziałów, ale spółka z o.o. nadal żyje swoim życiem. Ma kontrakty, ryzyka, odpowiedzialność zarządu, spory korporacyjne, a czasem także konflikt między tym, co chce spółka, a tym, czego chcą beneficjenci fundacji.
Ryzyko polega na tym, że fundacja nie rozwiązuje automatycznie problemów właścicielskich, tylko je porządkuje pod jednym warunkiem: że jest dobrze zaprojektowana.
- Ryzyko konfliktu interesów, gdy te same osoby sterują fundacją i spółką
Najczęstszy model: fundator jest jednocześnie członkiem organu fundacji i członkiem zarządu spółki.
Z czym to się wiąże:
z koniecznością pilnowania reprezentacji i formalnych trybów przy umowach spółka–fundacja, z ryzykiem zarzutów działania na szkodę spółki, a czasem z ryzykiem podatkowym, jeśli przepływy między podmiotami są „ustawiane”.
Dlaczego to jest realne:
bo spółka i fundacja to dwa odrębne podmioty. To, że w praktyce zarządzasz nimi podobnymi rękami, nie znosi rozdziału odpowiedzialności.
- Ryzyko wyjścia poza dozwoloną działalność fundacji
W fundacji rodzinnej często pojawia się pokusa: skoro to działa, to przerzućmy tam więcej aktywności.
A fundacja ma ustawowy katalog dozwolonych działań. Przekroczenie go nie jest „drobnostką”. Może oznaczać wejście w opodatkowanie sankcyjne dla działalności niedozwolonej, a w praktyce także problemy w razie kontroli.
To jest ten obszar, w którym przedsiębiorcy zwykle nie widzą ryzyka, bo myślą w logice biznesowej:
skoro umiem zarabiać w spółce, to fundacja też może zarabiać.
Może, ale nie w ten sam sposób i nie bez kosztu.
Konsekwencje biznesowe: co się dzieje, gdy ktoś to zignoruje
Najbardziej typowe konsekwencje, które widzę w praktyce, nie mają charakteru spektakularnej „katastrofy”. One są bardziej przyziemne, ale kosztowne:
- transakcja sprzedaży udziałów się opóźnia, bo nagle trzeba odkręcać strukturę, którą kupujący uznaje za ryzykowną,
- bank lub inwestor żąda dodatkowych zabezpieczeń, bo struktura właścicielska jest nieczytelna,
- w spółce pojawia się konflikt: spółka potrzebuje kapitału na rozwój, a fundacja (pod naciskiem beneficjentów) chce maksymalnych wypłat,
- przy kontroli podatkowej największym kosztem jest nie sam podatek, tylko czas, niepewność i paraliż decyzyjny,
- a czasem po prostu: ktoś odkrywa, że fundacja nie jest „tanim trikiem”, tylko podmiotem, który trzeba prowadzić mądrze i konsekwentnie.
Zmiana perspektywy: jak myśli doświadczony prawnik, a nie jak czyta się przepis.
Przedsiębiorca czyta przepisy i widzi: fundacja może być wspólnikiem, dywidendy są korzystnie opodatkowane, sprzedaż udziałów przez fundację może być efektywna.
Doświadczony prawnik patrzy inaczej i zadaje trzy pytania:
- jaki jest faktyczny cel tej struktury, niezależny od podatku,
- co się stanie, jeśli za dwa lata sytuacja biznesowa się zmieni,
- czy ten plan da się obronić nie tylko na papierze, ale w logice działania.
To podejście porządkuje chaos. Nie dlatego, że jest „bardziej ostrożne”, tylko dlatego, że uwzględnia to, jak działają organy, rynek i ludzie.
Moment, w którym samodzielne działanie przestaje być bezpieczne
Jeżeli fundacja ma być tylko „opakowaniem” dla udziałów i dywidend, przy prostej sytuacji właścicielskiej, czasem da się to poukładać bez dużych komplikacji, ale tylko wtedy, gdy nie wchodzisz w transakcje graniczne.
Samodzielne działanie przestaje być bezpieczne zwykle w trzech momentach:
- gdy planujesz sprzedaż udziałów albo wejście inwestora i fundacja ma się pojawić „przed transakcją”,
- gdy fundacja ma wchodzić w relacje umowne ze spółką (pożyczki, najem, sprzedaż aktywów, rozliczenia z osobami powiązanymi),
- gdy w tle masz konflikt wspólników, ryzyko odpowiedzialności zarządu albo plan sukcesji z więcej niż jednym beneficjentem.
To są sytuacje, w których błędy nie są drobnymi formalnościami. One wpływają na pieniądze, kontrolę nad spółką i bezpieczeństwo decyzji.
I jeszcze jedno, o czym dziś nie da się już nie mówić
Przez długi czas fundacja rodzinna była przedstawiana jako konstrukcja stabilna, zaprojektowana „na lata”, bez planów szybkich zmian legislacyjnych. Wielu przedsiębiorców podejmowało decyzje w przekonaniu, że skoro ustawodawca tak wyraźnie zadeklarował ten kierunek, to reguły gry pozostaną niezmienne.
Dziś wiemy, że rzeczywistość jest bardziej dynamiczna. Pojawiają się zapowiedzi i projekty zmian, które mają ograniczać część rozwiązań uznanych za zbyt agresywne podatkowo. Niezależnie od tego, jak ostatecznie będą wyglądały, sam fakt ich procedowania zmienia sposób myślenia o fundacji rodzinnej.
To oznacza jedno: struktury oparte wyłącznie na literalnym brzmieniu przepisów, bez realnego uzasadnienia gospodarczego, są najbardziej narażone na utratę bezpieczeństwa. Konstrukcje przemyślane, oparte na długofalowym porządku właścicielskim, dużo lepiej znoszą zmiany prawa – bo ich sens nie znika wraz z nowelizacją.
Dlatego dziś jeszcze wyraźniej niż rok temu warto projektować relację między spółką z o.o. a fundacją rodzinną tak, aby była odporna nie tylko na kontrolę, ale też na zmianę przepisów. Nie jako jednorazowe rozwiązanie, ale jako stabilny element struktury biznesowej.
I właśnie w tym miejscu rozmowa z prawnikiem przestaje dotyczyć „czy da się to zrobić”, a zaczyna dotyczyć „czy to rozwiązanie będzie miało sens także za kilka lat”.
Jeśli chcesz, możemy to poukładać na spokojnie – bez pośpiechu i bez gotowych schematów, za to z uwzględnieniem Twojej spółki, Twoich planów i realiów, w których ta fundacja ma faktycznie działać.
Podsumowanie – dlaczego dziś warto zachować ostrożność
Z mojego punktu widzenia, patrząc na to, co dzieje się wokół fundacji rodzinnych w praktyce i w legislacji, to nie jest najlepszy moment na przenoszenie całego majątku do fundacji bezrefleksyjnie i „na już”.
Przepisy, które miały być stabilne i długoterminowe, zaczynają być kwestionowane i korygowane. Pojawiają się projekty zmian, sygnały z administracji skarbowej, a także coraz bardziej widoczne zainteresowanie fundacjami rodzinnymi ze strony organów podatkowych. To nie są przypadkowe ruchy.
Urzędy skarbowe – niezależnie od deklaracji – szukają dziś pieniędzy. I trudno się temu dziwić. Państwo ponosi ogromne wydatki, w tym wielomiliardowe nakłady na zbrojenia i bezpieczeństwo, które co do zasady są uzasadnione. Ale z perspektywy prawa podatkowego takie realia niemal zawsze oznaczają jedno: większą presję fiskalną i mniejszą tolerancję dla konstrukcji, które jeszcze niedawno były postrzegane jako neutralne planowanie.
W takich warunkach najbardziej ryzykowne są struktury „maksymalne”: przeniesienie całego majątku,
szybkie działania, brak planu B, brak uzasadnienia innego niż podatkowe.
Fundacja rodzinna może być dobrym narzędziem. Ale dziś, moim zdaniem, lepiej myśleć o niej etapami, testować rozwiązania, zostawiać sobie elastyczność i nie zamykać wszystkich decyzji na sztywno w momencie, gdy reguły gry mogą się jeszcze zmieniać.
Doświadczenie uczy, że w czasach niestabilnych przepisów wygrywają nie ci, którzy zrobili wszystko najszybciej, ale ci, którzy zostawili sobie przestrzeń do korekty.
Jeżeli jesteś na etapie rozważania fundacji rodzinnej w kontekście spółki z o.o., sprzedaży udziałów czy wypłat zysków, to zapraszam Cię do rozmowy bo dziś ważniejsze od pytania „jak to zrobić” jest pytanie „czy to jest dobry moment i zakres”.
Barbara Bil
Adwokat
Masz pytania? Skontaktuj się ze mną aby niezobowiązująco porozmawiać o współpracy.
